5 listopada byłam doświadczyłam czegoś w rodzaju spełnienia.
Udało mi się wysłuchać na żywo jednego z moich ulubionych
artystów, usłyszeć na żywo "Can you feel the love tonight" (niestety
zmieszane z "Circle of life") oraz "Your Song".
Powtarzam w kółko wszystkim moim znajomym, że teraz tylko
"Wind of change" i mogę już umierać :)
Sama w sobie krakowska arena jest ogromna, robi wrażenie. Więc
jeśli macie okazje uczestniczyć w jakimś wydarzeniu na niej - polecam!
niestety nie znalazłam nagrania w lepszej jakości, aczkolwiek mam
nadzieję, że oddaje jakąkolwiek magię koncertu :)
Byłam dzisiaj również na jesiennych zdjęciach z Kingą. Dzięki
pogodzie, zdjęcia nam się udały, obie jesteśmy zadowolone. Co nie zmienia
faktu, że nienawidzę listopada i nie mogę się już doczekać kiedy ten najgorszy
miesiąc się skończy.
Listopady zawsze dłużyły mi się w nieskończoność. Uwielbiam luty,
maj, czerwiec, lipiec, wrzesień po za tym, że zaczyna się szkoła też jest okej
:) Listopad - chociaż zazwyczaj w Polsce jest piękny - nigdy nie dostarczył mi
chyba pozytywnych wspomnień. Właśnie tak patrzę na poszczególne miesiące. Nie
przez pryzmat pogody jaka jest (chociaż rzeczywiście przyznaję, że pogoda w
czerwcu jest o wiele lepsza niż we wspomnianym wcześniej listopadzie), a przez
wspomnienia jakie im towarzyszą.

(uwielbiam kolaże!)
W ogóle ten rok - osiemnasty rok życia - zleciał mi bardzo szybko.
W lutym skończę 19 lat. Ludzie mają rację mówiąc, że po 18stce już z górki.
Gdybym mogła to chętnie powtórzyłabym ten rok - tak naprawdę do października
nic w nim nie zmieniając. Mam nadzieję, że 2015 będzie równie udany co 2014,
który jakby na to nie patrzeć będzie trwał jeszcze dwa miesiące i jeszcze
wieleeeee może się wydarzyć :)





